Pogoda jutro  Pogoda Poznań
2 -4
zakładka
POGODA
DZISIAJ
pogoda
3°C 1021 hPa
JUTRO
pogoda
2°C 1025 hPa
POJUTRZE
pogoda
1°C 1027 hPa
NAJPOPULARNIEJSZE WIADOMOŚCI

Sowa: usprawniać ruch ludzi, a nie ruch samochodów

Maciej Kabsch
wtorek, 29.11.2011 r.
godz. 22.00

Stowarzyszenie Inwestycje dla Poznania protestuje przeciw zapowiedzianym przez miasto cięciom kursów MPK i podwyżce cen biletów. Dodaje, że właśnie teraz komunikację zbiorową trzeba ulepszyć: wydać więcej pieniędzy i zachęcić nowych pasażerów.

Maciej Kabsch: Wysłaliście list otwarty do prezydenta Grobelnego i dyrektora Zarządu Transportu Miejskiego, w którym domagacie się większych inwestycji w komunikację zbiorową właśnie teraz, gdy nadmiernie zadłużone miasto gdzie się da, szuka oszczędności.

Paweł Sowa, prezes IdP: Apelujemy do urzędników, by nie wprowadzali zmian, które komunikację publiczną popsują. Chodzi o samą filozofię myślenia o transporcie. On nie będzie przynosił więcej przychodów, jeśli będzie jednocześnie gorszy i droższy. Jeżeli władze zrealizują zapowiedzi zmniejszenia ilości kursów, jakość spadnie, tramwaje będą jeszcze bardziej przepełnione. Komunikacja masowa z założenia ma być dla mas, ale przecież nie chodzi o to, by tłoczyć ludzi w bydlęcych wagonach. To mocne słowa, ale tolerancja pasażerów na ścisk też ma gdzieś swoje granice. Nasze przesłanie dla miasta jest takie, że większa liczba pasażerów równa się więcej pieniędzy. Trzeba ciągle przekonywać dzisiejszych klientów ZTM, by dalej korzystali z transportu publicznego, a także zachęcić do niego część tych, którzy do dzisiaj są przekonani, że po mieście lepiej jest poruszać się samochodem. Wiadomo, że istnieje w mieście ruch indywidualny i ruch zbiorowy. Niestety trzeba przyjąć do wiadomości to, że nie ma w nim tyle miejsca, aby większość korzystała z transportu indywidualnego. Tramwaj czy autobus służą zwykle kilkuset osobom jednocześnie.

Polepszenie standardu musi kosztować. Tymczasem władze próbują dopiąć trudny budżet przed Euro 2012. Prezydent może wam odpowiedzieć w ten sposób, że jeśli chcecie więcej pieniędzy na ZTM, to musiałby jeszcze więcej uciąć na kulturę i edukację.


Przygotowujemy dla urzędników dokument z pomysłami, które nie wiążą się z wysokimi kosztami. Chodzi o takie usprawnienia jak buspasy i wydzielanie torowisk. Podam przykład ulicy Dąbrowskiego, od pętli na Ogrodach do skrzyżowania z ulicą Przybyszewskiego. Ostatnio miałem okazję tam jechać koło godziny 18.00, już pod koniec komunikacyjnych godzin szczytu. Tramwaj wyjechał z pętli i 10 minut się turlał do Przybyszewskiego, bo musiał stać razem z wjeżdżającymi na torowisko samochodami. W tamtym miejscu są dwa pasy ruchu dla aut. Dlaczego nie zostawić jednego z nich dla aut, a drugi zarezerwować tylko dla tramwajów i autobusów? Jeżeli odważne decyzje zostaną podjęte i miasto zdecyduje się minimalnym kosztem np. ten tor wydzielić, część osób dla oszczędności czasu będzie w tamtym rejonie przesiadać się do tramwaju. Kupią bilet ZTM i będą zadowoleni. Listę takich miejsc do poprawki, jak ten fragment Dąbrowskiego, ze szczegółowymi propozycjami rozwiązań, przedstawimy miastu.

W porządku, aby wyznaczyć buspas, wystarczy kupić puszkę farby. Ale piszecie też w swoim liście, że trzeba dokupić biletomaty, aby poprawić dostępność biletów. To kosztuje.

Wiem, że biletomat kosztuje, ale on przecież służy do sprzedawania biletów! Trzeba przyjąć założenie, że to inwestycja, która ma po określonej liczbie lat się zwrócić. To nie jest urządzenie, które ma stać na ulicy pół roku.
Jeśli chodzi o komunikację publiczną, musimy maksymalizować przychód, także poprzez rozszerzanie możliwości kupna biletów. ZTM musi otwierać się na swoich klientów. Komunikacja publiczna służy do udrożnienia miasta i w tym sensie nie jest czymś, co ma przynosić zyski, jednak przecież zwiększanie jej przychodów jest także bardzo ważną sprawą. W naszym liście zwracamy ponadto uwagę na fakt, że w czasie ostatniej podwyżki cen biletów, liczba pasażerów spadła o około 5 procent.

Co jeszcze proponujecie oprócz wydzielania pasów i kupna biletomatów?

Trzeba by też się przyjrzeć konkretnym skrzyżowaniom, na których źle zaprogramowana sygnalizacja świetlna tworzy zatory w ruchu pieszych i samochodów, a do tego nie daje pierwszeństwa komunikacji zbiorowej. O priorytecie dla tramwajów na światłach w Poznaniu mówi się od lat i chyba trzeba rozmawiać dalej, aż do skutku. Ponadto postulujemy uproszczenie systemu biletowego i np. powrót do biletów składanych (umożliwienie łączenia biletów – kiedyś z dwóch ulgowych można było utworzyć jeden normalny).

Używacie w liście ekonomicznego argumentu o wzroście przychodów ZTM. Ale przeciwnicy dodatkowych wydatków na komunikację miejską mogą wam odpowiedzieć, że miasto i tak do niej dopłaca. Po co dopłacać do jeszcze większej ilości pasażerów?

Mogę ich zapytać: a po co dopłacać do budowy czy utrzymania dróg, skoro i tak nie rozładowują korków? Zobaczmy, ile na nie obecnie wydajemy, np. na poznańskich przedmieściach. Powtarzam, nie rozwiążemy wszyscy naszych problemów komunikacyjnych przesiadając się do samochodów. Skoro sto osób w tramwaju zabiera mniej miejsca na ulicy niż sto osób w prywatnych samochodach, to jak będzie wyglądał przejazd przez miasto, gdy do prywatnych aut przesiądą się kolejni pasażerowie MPK?

Czy odnosisz wrażenie, że dyskusja z naszymi urzędnikami tkwi wciąż w punkcie, w którym trzeba się zdecydować, czy wybieramy zwarte i ekologiczne miasto ze sprawnym transportem publicznym, czy rozlewający się bez końca i poprzecinany autostradami raj dla samochodów? Od tej drugiej opcji Europa Zachodnia odwraca się od kilkudziesięciu lat.

Myślę, że po prostu urzędnicy u nas boją się pewnych rozwiązań, które się sprawdziły na Zachodzie. W planowaniu przyszłości miasta musimy się wreszcie zdecydować konsekwentnie postawić na komunikację publiczną. Na razie miasto tego do końca nie zrobiło i zarówno tramwaje, jak i samochody stoją w jednym wielkim korku. Ludzie po prostu nie poruszają się do przodu. A przecież chodzi o to, aby usprawniać ruch ludzi, a nie ruch samochodów. Trzeba to sobie uświadomić.
Pomimo tego, co się teraz w Poznaniu dzieje w związku z remontami, a jest to sytuacja ekstremalna, ja mam dobre zdanie o naszej komunikacji publicznej. Sądzę, że jest lepsza od systemów transportu w wielu innych, dużych miastach Polski. Tym bardziej obawiam się o plany cięcia kursów i jednoczesne podwyższanie cen biletów – w ten sposób zepsujemy to, co jest dzisiaj dobre. Już teraz transport cierpi przez korki. Autobusy jeżdżą zgodnie z rozkładem w zasadzie tylko w dni wolne od pracy. W dni powszednie prawie nikt już tego od nich nawet nie oczekuje. Pasażerowie środków transportu zbiorowego są wystawieni na poważny test i część z nich może sobie powiedzieć: skoro tramwaj stoi w korku, to ja już wolę siedzieć w tym korku w swoim samochodzie.

Poznańskie stowarzyszenia piszą ostatnio dużo listów otwartych. Niedawno My-Poznaniacy apelowali o niesprzedawanie Hipodromu Wola. W zeszłym tygodniu publikowaliśmy list Stow. Inwestycje dla Poznania o estetyce peronów na Dworcu Głównym. Czy te listy cokolwiek dają, oprócz medialnego szumu?

To zależy chyba od kultury i nastawienia ich adresatów. Mieliśmy np. bardzo szybką odpowiedź ZTM-u, jeśli chodzi o przetarg na miejskie rowery. Okazało się, że urzędnicy byli bardzo otwarci na dyskusję o rozwiązaniach. Od listów otwartych zaczęły się też owocne konsultacje z ZDM o strefie 30, która ma niedługo wejść w życie. PKP ani Trigranit w sprawie peronów nic nam na razie nie odpowiedzieli.

Tak jak My-Poznaniacy, uczestniczycie często jako strona społeczna w konsultacjach z urzędnikami czy radnymi na temat miejskich projektów. Jakie macie do tego przygotowanie? Są wśród was eksperci?

Jesteśmy grupą ludzi w wieku od 21 do 35 lat, pracujących w różnych dziedzinach. Niektórzy jeszcze studiują. Łączy nas zainteresowanie zagadnieniami związanymi z architekturą, urbanistyką i rozwojem miast, również komunikacją. Ja np. jestem po planowaniu przestrzennym, a pracuję w turystyce. Nie będę się przechwalał, że jesteśmy jakimiś ekspertami. Najzwyczajniej w świecie żyjemy w Poznaniu, wiążemy z nim swoją przyszłość, zauważamy problemy, dostrzegamy szanse i zagrożenia, dyskutujemy o możliwych rozwiązaniach. Są wśród nas zarówno urodzeni jak i napływowi poznaniacy, co uważam za świetną sprawę. Los Poznania nie jest nam obojętny, dlatego działamy, a swoimi pomysłami lubimy się dzielić.